🐁 Napisz Recenzję Filmu Kamienie Na Szaniec

Zdjęcia do "Kamieni na szaniec" realizowane były w sierpniu i wrześniu w Warszawie i Lublinie. Scenariusz filmu napisał dla reżysera Dominik W. Rettinger, we współpracy z Wojciechem Pałysem. Gliński tłumaczył przed rozpoczęciem zdjęć, że pracując na literackim materiale, twórcy dokonali wyborów i skrótów.
Monolith Films "Kamienie na szaniec" – filmowa wersja kultowej powieści Aleksandra Kamińskiego – są już na ekranach polskich kin. Wywołują spore emocje i przyciągają widzów. Podczas pierwszego weekendu obraz Roberta Glińskiego obejrzało już 105,6 tysiąca widzów. Oto 10 rzeczy, których pewnie o "Kamieniach na szaniec" nie wiedzieliście... 1 1. Scenę przesłuchania "Rudego" kręcono w Alei Szucha - w sali, gdzie naprawdę był katowany. Teraz w tym budynku mieści się Ministerstwo Edukacji Narodowej Monolith Films 2 2. Okres prób i przygotowań trwał bardzo długo – aktorzy dużo czytali o swoich postaciach i prowadzili żarliwe dyskusje na ich temat z reżyserem. Przełomem była wizyta na Cmentarzu Powązkowskim, gdzie reżyser zaprowadził aktorów na groby swoich bohaterów. Dzięki niej aktorzy jeszcze bardziej zżyli się ze swoimi postaciami Monolith Films 3 3. Marcel Sabat jako temat swojej pracy magisterskiej wybrał przygotowania do roli "Zośki" w filmie "Kamienie na szaniec" Monolith Films 4 4. Wcielający się w rolę "Heńka", Karol Górski podczas pracy na planie prowadził notatki i zapisywał emocje, dzięki czemu powstał niesamowity pamiętnik z pracy nad filmem Monolith Films 5 5. Aleksander Kamiński napisał "Kamienie na szaniec" w ciągu dwóch dni Monolith Films 6 6. "W role oficerów SS wcielili się niemieccy aktorzy" Monolith Films 7 7. W scenie wykonywania wyroku na oprawcy Rudego, Ewaldzie Lange, z 3 piętra zrzucono lalkę. Aby ją przygotować, aktor siedział blisko 2 godziny w ponad 30-stopniowym upale Monolith Films 8 8. Wszystkie próby odbywały się w domu Roberta Glińskiego. Podczas jednej z prób kręcenia przesłuchania Rudego, aktor zwisał do góry nogami przywiązany liną do balkonu reżysera Monolith Films 9 9. Za efekty pirotechniczne odpowiedzialna była ekipa specjalistów z Anglii Monolith Films 10 10. Powieść "Kamienie na szaniec" nie była rekonstrukcją faktów. Zarówno bohaterowie, jak i opowiedziane wydarzenia zostały podporządkowane idei, jaka przyświecała Kamińskiemu podczas pisania książki w 1943 roku. Tworzył ją "ku pokrzepieniu serc" – dla społeczeństwa wymęczonego okupacją, dla harcerzy, którzy stracili swoich przyjaciół. Tak zresztą, po przeczytaniu maszynopisu powieści w 1943 roku, powiedział o autorze Tadeusz Zawadzki "Zośka": – Trzeba uznać jego prawo do nadawania sylwetkom bohaterów opowiadania takich cech, jakie autor uważa za potrzebne. Książka nie jest zatem dokumentem, ale opowiadaniem stworzonym przez Aleksandra Kamińskiego" (cytat za Janem Rossmanem) Media Zobacz więcej Przejdź do strony głównej
Obraz ten został zrealizowany w konkretnym celu – zysk. Raz, że na filmy o tematyce historycznej przychodzą tłumy wycieczek szkolnych. Dwa, że łatwo wyciągnąć na nie publiczne pieniądze z PISF-u. Dlatego też „Kamienie na szaniec” zostały zrealizowane w taki, a nie inny sposób. Wydanie DVD natomiast nie przynosi zbyt dużo Największą wadą „Kamieni na szaniec” wydaje się ich… poprawność. Robert Gliński nakręcił zaskakująco solidne kino gatunkowe, czego nie wybaczą mu oburzają się, że „Kamienie” nie podważają i nie dyskutują z mitami, inni że film uwspółcześnia postawy bohaterów, którzy nie są tak nieskazitelnie pomnikowi, jak na to zasługują. Każdy ma swoje racje i lepsze lub słabsze argumenty, przed którymi Gliński sprawnie się uchyla, bo jego kino nie jest dla ideologów. Jest dla nastolatków. Jego „Kamienie na szaniec” to porządnie zrobiony film dla młodych ludzi, w którym są akcja, emocje, rozterki, bohaterstwo, miłość, ból, śmierć, łzy. To typowe kino rozrywkowe, ale mimo wszystko niegłupie, mające walor edukacyjny i przede wszystkim zachęcające do przeczytania że Glińskiemu udała się sztuka w polskim kinie w ostatnich latach niespotykana. W „Kamieniach na szaniec” postacie nie osiągają szczytów skomplikowania psychologicznego, ale są wiarygodne. Nie tylko z powodu osławionych scen łóżkowych - mimo że subtelnych, to balansujących na granicy dobrego smaku nie przez to, co pokazują, ale ze względu na to, kiedy pojawiają się w filmie. Przede wszystkim bohaterowie mają poczucie humoru, przeżywają rozterki i z biegiem akcji się zmieniają. To już wystarczająco dużo, by oglądać film bez poczucia zażenowania, tym bardziej że młodzi aktorzy grają dosyć naturalnie, mimo że dialogi wydają się czasem zbudowane z cytatów i że reżyser trochę uwspółcześnia, upraszcza i przerysowuje, a w scenie szturmu Zośki pod siedzibę gestapo ociera się o śmieszność. Fanom książki nie zabraknie okazji, by się przyczepić. Jeśli przenoszenie na ekran „Harry’ego Pottera” (z którym ten film ma wiele wspólnego) budziło emocje i zarzuty o spłaszczenie przekazu, to co dopiero zekranizowanie losów osób, które żyły i zginęły naprawdę. W Polsce o historii raczej nie opowiada się tak, jak robi to ten film. W Stanach robi się to od lat. I oczywiście, Polska to nie USA, różna jest nasza historia, różna tradycja kinematografii. Tylko że uczniowie, których szkoły przyprowadzą do kina, nie na polskiej kinematografii się wychowali. Jeśli mają sięgnąć po książkę, to właśnie dzięki filmowi, który opowie im o czymś ważnym prostymi środkami emocjonującego kina na szaniecdramat, Polska, 2014reż. Robert Glińskiwyst. Tomasz Ziętek, Marcel Sabat Zaproszenie do kina: "Kamienie na szaniec". Najnowsza ekranizacja „Kamieni na szaniec” wzbudza wiele kontrowersji. Tymczasem twórcy podkreślają, że istotą tej ekranizacji było zadanie kilku uniwersalnych pytań. 26.02.2014 Współautor scenariusza filmu „Kamienie na szaniec” Wojciech Pałys: "Na chwile chcieliśmy zapomnieć, że
Od piątku w kinach "Kamienie na szaniec" - film Roberta Glińskiego z Lublinem w polskim kinie mamy zalew filmów historycznych (ostatnio: hollywoodzki "Jack Strong" i pomnikowo-teledyskowy "Lech Wałęsa. Człowiek z nadziei"). Swojego patentu na pokazywanie historii na razie nie mamy, ale miłym odpoczynkiem od sztampy są "Kamienie na szaniec". Oczywiście jeśli uszanujemy, że nie pokazuje on patriotyzmu w bezpiecznym, szkolnym wydaniu."Kamienie na szaniec" zgrabnie przechodzą od portretu pełnej życia okupacyjnej młodzieży do wojennego dramatu. Po pierwsze - przyjacielskiego, a dopiero po drugie - narodowego. Film pokazuje także, że kanonu niepodległościowych lektur można dotykać inaczej niż w aksamitnych rękawiczkach. Głównych bohaterów jest dwóch, nie trzech. Są nimi "Zośka" (Marcel Sabat) i "Rudy" (Tomasz Ziętek). "Alek" (Kamil Szeptycki) pozostaje w cieniu. Są piękni, młodzi, idealistyczni. Nawet jeśli się zakochują, pożądają, buntują i kłócą z rodzicami (zarzut dotyczący "fałszywego obrazu relacji młodych bohaterów z rodzicami i przełożonymi" podniosła przez premierą Fundacja Harcerstwa Drugiego Stulecia).Początek filmu toczy się lekko, przy energicznej współczesnej muzyce. Łatwo dajemy się zauroczyć tym charyzmatycznym, zwariowanym i upartym chłopakom, którzy wyglądają jak z katalogu mody retro. Można przez chwilę pomyśleć, że fajnie wtedy było. Ale tylko przez chwilę, bo potem coś gwałtownie pęka. Bohaterowie dojrzewają i z urwisów "ku chwale ojczyzny" przemieniają się w dojrzałych młodych ludzi z poczuciem misji. Tą misją jest ratowanie przyjaciela - na przekór szansom, rozkazom, siłom i rozsądkowi. Powodem: głęboka nie-zgoda na przemoc, bezprawie i gwałt okupanta. Po jednej stronie staje młodzieńcza wiara w niemożliwie, po drugiej strategia i doświadczenie opiekunów z AK. Może i chcielibyśmy, żeby ten niemożliwy zryw skończył się dobrze, ale nie mógł. Widać wyraźnie jak bardzo rachunek zysków i strat w takich wypadkach zawodzi. "Rudy" umiera, następują brutalne sankcje, a inny kolega w wyniku akcji trafia w ręce wrogów. Być może właśnie w tym pozornym bezsensie działania połączonym z wewnętrznym przymusem, aby nie być bezczynnym najpełniej zawiera się dramat tamtego pokolenia. Lublin niezauważalnie wkomponował się w krajobraz warszawskich ulic. Nasze miasto wystąpiło podczas akcji pod arsenałem, a jego mieszkańcy bez trudu poznają znajome zakątki. To jeszcze jeden dobry powód, aby pójść do kina. "Kamienie na szaniec", reż. Robert Gliński, czas: 112 min., premiera oficjalna 7 marca
Rudy, czyli Jan Bytnar, był harcmistrzem, zaufanym członkiem podziemnej organizacji "Wawer" i podporucznikiem AK. Pomimo swojej raczej drobnej postury, odznaczał się niebywałą odwagą i wytrwałością, ale jego największą bronią była wybitna inteligencja.
Wprawdzie polscy filmowcy dopiero uczą się tworzenia dobrego kina gatunkowego, ale „Kamienie na szaniec” to drugi, obok „Miasta 44”, zeszłoroczny przykład na to, że uczą się szybko. Robert Gliński, luźno adaptując powieść Aleksandra Kamińskiego, stworzył kawałek solidnego kina wojennego. Nie potraktował tematu ulgowo, tak jak wojna nie potraktowała ulgowo nastoletnich harcerzy z Szarych Szeregów. Reżyser nie szarżuje przy tym trikami, jak to zrobił Komasa. Ale, operując oszczędnymi środkami, z pomocą świetnej obsady i bezbłędnej kamery Pawła Edelmana, osiąga zamierzony cel. Przemoc jest dosadna, intymne uniesienia bohaterów – autentyczne, a całość zdaje się być naznaczona szorstkim pesymizmem. To zdecydowanie więcej, niż można by się spodziewać po filmie adresowanym do szkolnej młodzieży. Wygląda na to, że Łukasz Targosz także nie spodziewał się takiego podejścia do tematu. Kompozytor wspominał w wywiadach, że kiedy zaproponowano mu pracę przy ścieżce dźwiękowej do „Kamieni na szaniec”, od razu zabrzmiała mu w głowie bardzo klasyczna partytura, wypełniona epickimi frazami na orkiestrę symfoniczną, z polotem odgrywającą kolejne heroiczne tematy. Jego wyobrażenie zostało zweryfikowane przy pierwszym seansie, kiedy okazało się, że materiał wymaga zupełnie odmiennego podejścia do pracy. Szczęśliwie trafiło na kompozytora elastycznego i potrafiącego z powodzeniem wykorzystać swój warsztat. Muzyka podąża za reżyserskim tropem oszczędności środków. Dominują w niej ambientowe, elektronicznie brzmienia, wsparte jedynie gdzieniegdzie orkiestrą i solowymi partiami na gitarę elektryczną, fortepian czy akordeon. Daleko stąd do jakiejkolwiek brzmieniowej rewolucji – w pryzmacie obecnych trendów jest to muzyka czysto pragmatyczna, można nawet powiedzieć, że zachowawcza. Mogłoby to być odczytane jako spory zarzut, gdyby nie fakt, że kompozycja Targosza bezbłędnie wpasowuje się w film Glińskiego. W początkowej jego części, dynamiczne brzmienie gitary elektrycznej jest muzycznym odpowiednikiem naiwnej podniety cechującej bohaterów, dla których wojna to na razie tylko rozpylanie gazu w kinie, zrywanie nazistowskich flag i rozrzucanie patriotycznych ulotek po chodnikach – wszystko czynią z zawadiackim uśmiechem na ustach. Dokładnie to znajdujemy w drugim na krążku „’Banditen’ na Starówce”, gdzie rytmiczne, akordeonowe tango łączy się z westernowym, gitarowym brzmieniem w stylu Morricone. Kiedy akordeon powraca na chwilę w późniejszym „Aleja Szucha 25”, brzmi on już jedynie jak niewyraźne wspomnienie tego, co utracone. Podobnie jest z fortepianem i smyczkami, czyli „Miętą i Rumiankiem”. To właśnie w tym lirycznym utworze jedyny raz brzmią one lekko i frywolnie. Później będą już tylko pomrukami pamięci, przywołanymi przez ulotne dźwięki harfy w jednym z końcowych utworów – „Zośka”. Im dalej w historię i, co za tym idzie, w album – tym gęściej i bardziej ponuro. Pulsujące nuty analogów, przeciągłe marudzenie smyczków, sporadyczne uderzenia w klawisze fortepianu – wszystko to (przywodząc mi nieco na myśl zabiegi Thomasa Newmana) znakomicie buduje napięcie w scenach akcji, tworzy atmosferę beznadziei rosnącej wokół bohaterów, ale także przywołuje stojące za nimi motywacje i wspomnienia, dbając o stałość emocjonalnego zaangażowania widza. W filmie największa próba nerwów rozgrywa się przy dźwiękach „Akcji pod Arsenałem”, na płycie natomiast najlepiej prezentuje się to w „U Pana Pakauera”. Największym dramatem są sceny tortur Rudego przy, wspomnianej już, „Alei Szucha 25”. Ponury sentyment przywołuje natomiast tytułowy motyw na fortepian, słyszany także w „Oszukują mnie”, „Spokojnie Tadziu” i „Czas zemsty”. Zaznacza on też swoją obecność w większości utworów, ale w krótszej wariacji ( „Spokojnie jak na wojnie”, „’Auftsehen jungen Mann!’”). Chociaż muzyka spełnia przypisane jej zadania wyśmienicie, to czysto służebna rola wobec obrazu odbija się czkawką przy autonomicznej styczności z albumem. Dominuje tutaj bowiem underscore, który bez kontekstu nie jest w stanie utrzymać zainteresowania słuchacza. Poza zwracającym uwagę zintegrowaniem niemieckich okrzyków z muzyką w „Granatem Rzuć w ’Totalle Krieg’”, czy wybijającym się ciekawą rytmizacją przy pomocy fortepianu i instrumentów perkusyjnych „U Pana Pakauera”, spora część albumu (między utworami 5 a 11) zlewa się w jedno i po prostu nuży. To, co działa na ekranie, poza nim niestety nie ma życia. Być może kompozytor był tego świadomy i dlatego dodał przed każdy z utworów filmowy dialog – żeby przywołać konkretne sceny i tym wprowadzić odbiorcę w adekwatny do danej chwili nastrój? A może ma to po prostu na celu dociągnięcie długości krążka do jakiegoś godziwego minimum godziny lekcyjnej? Odpowiedź nie jest najważniejsza, bo oba pytania eksponują największą bolączkę tej ilustracji – znakomicie sprawdzająca się w filmie, nie potrafi równie intensywnie zaangażować bez jego wsparcia. Innym pytaniem jest – czy musi, skoro przecież powstała do filmu? Można odpowiedzieć kolejnym pytaniem: Jeśli nie musi, to po co ją wydawać ją na płycie? Przerywając łańcuch pytań, dopiszę tylko, że tak, jak nieco bardziej cenię produkcję Glińskiego od Komasy, tak i muzyka Targosza trafia do mnie mocniej, niż ta Komasy-Łazarkiewicza, ze względu na widoczną w niej konsekwencję założeń. I za to właśnie widoczna tu trójka jest z niewidocznym plusem. Żeby nie było, że przegapiłem wielki napis na okładce płyty: „ZAWIERA NOWY UWÓR DAWIDA PODSIADŁO, "4:30"”. Zawiera, to fakt. Piosenka przyzwoita, nie trzeba przewijać ;)

Egzaminator może ocenić pracę na 0 punktów tylko wtedy, kiedy cała praca jest nie na temat! Zachęcamy do poznania innych tekstów, które ukazały się na łamach naszego portalu. Przygotowując się do egzaminu ósmoklasisty możecie przeczytać m.in. biografię Adama Mickiewicza czy recenzję filmu Pan Tadeusz.

"Kamienie na szaniec". materiały prasoweFilm „Kamienie na szaniec” jeszcze przed oficjalną premierą wzbudził wiele kontrowersji. Czy słusznie? Przeczytaj naszą recenzję najnowszego filmu Roberta Glińskiego. "Kamienie na szaniec", wersja poprawiona. Recenzja filmu Roberta GlińskiegoŚrodowiska prawicowe i związane z harcerstwem zarzuciły „Kamieniom na szaniec”, wyreżyserowanym przez Roberta Glińskiego, szarganie pamięci o bohaterach narodowych ( z powodu scen łóżkowych i braku posłuszeństwa bohaterów wobec dowództwa) i brak dbałości o realia historyczne. Co ciekawe, oskarżenia padły jeszcze przed oficjalną premierą "Kamieni na szaniec", która miała miejsce w miniony wtorek w Teatrze Wielkim. I może dlatego nie są specjalnie adekwatne do finalnego efektu. Bo o ile z tymi ostatnimi zarzutami można się zgodzić – sceny pogoni za więźniarką z Pawiaka na Szucha i chaos akcji pod Arsenałem nie mają przełożenia na historię – to w czasie seansu raczej trudno się zgorszyć. Mamy za to bardzo dobre aktorstwo nieznanych dotychczas szerszej publiczności młodych absolwentów szkół filmowych, świetne zdjęcia Pawła Edelmana, dobre tempo i odpowiednio dawkowane napięcie, które czyni z „Kamieni na szaniec” atrakcyjne dla młodych ludzi współczesne kino "Kamienie na szaniec" schodzą z cokołuPierwsze sceny adaptacji powieści Aleksandra Kamińskiego mogą trochę zbić z tropu. Oto bowiem widzimy grupę młodych chłopaków, którzy w rytm ostrej muzyki przemierzają Warszawę niczym drobne złodziejaszki z filmów o Robin Hoodzie. – Chciałem odbrązowić pomnikowych bohaterów „Zośkę”, „Rudego” i „Alka” – mówi o swoim filmie Gliński. I to mu się na pewno udaje, bohaterowie z krwi i kości postawieni w miejsce nachalnego moralizatorstwa sprawiają, że młodzież szkolna z pewnością nie będzie się na „Kamieniach” nudzić. A dzięki sugestywnie zagranym przez Tomasza Ziętka i bardzo przejmującym scenom przesłuchań „Rudego” w siedzibie gestapo na ulicy Szucha może nawet zrozumieją, co tak naprawdę w wojennej Polsce znaczyły takie słowa, jak: przyjaźń, patriotyzm i lojalność. I odpowiedzialność, która coraz bardziej ciąży w momencie wchodzenia w dorosłość, co doskonale obrazuje spotkanie po śmierci „Rudego” „Zośki” (w tej roli Marcel Sabat) i matki „Rudego” (Danuta Stenka). Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera

I rzeczywiście, te wartości z plakatu, szczególnie dla ludzi młodych, mogą być bardziej przyswajalne i mniej odrealnione. Również na kinowym ekranie poznajemy młodych, energicznych, choć nieco jeszcze dziecinnych młodzieńców. Widzimy bohaterów filmu o tematyce wojennej, ale jakoś tak trochę nam bliższych, bardziej autentycznych.
1g. 47m. Wojenny, Dramat 2014-03-07 Polska Byli młodzi, spragnieni życia. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Pewnego dnia obudzili się w świecie, w którym nie było już miejsca na marzenia. Stanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie. Nie mieli doświadczenia ani broni, ale znaleźli w sobie odwagę i siłę, by sprzeciwić się… zobacz więcej Reżyseria Robert Gliński Scenariusz , Wojciech Pałys Aktorzy Tomasz Ziętek, Marcel Sabat, Kamil Szeptycki 6 osób lubi 6 osób chce obejrzeć. obejrzy 1 nagroda i 1 udział w konkursie zobacz więcej Byli młodzi, spragnieni życia. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Pewnego dnia obudzili się w świecie, w którym nie było już miejsca na marzenia. Stanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie. Nie mieli doświadczenia ani broni, ale znaleźli w sobie odwagę i siłę, by sprzeciwić się hitlerowskiej machinie. Wierzyli w przyjaźń, wolność, w Polskę. Mieli ideały. Weszli na drogę, z której nie było odwrotu. Byli jak kamienie rzucane na szaniec… opis dystrybutora Gatunek Wojenny, Dramat, Historyczny Słowa kluczowe druga wojna światowa, żołnierz, honor, miłość zobacz więcej Premiera 2014-03-07 (kino), 2014-07-28 (dvd) Dystrybutor Monolith Films Wytwórnia Monolith FilmsAkces Film (koprodukcja)Polski Instytut Sztuki Filmowej (współfinansowanie) Kraj produkcji Polska Inne tytuły Stones for the Rampart (tytuł międzynarodowy) Wiek od 13 lat Czas trwania 107 minut Budżet 9 738 266 PLN Nie mamy jeszcze recenzji do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję. Ciekawostka Okres zdjęciowy trwał od 4 sierpnia do 3 października 2013 roku. zobacz więcej Ta strona powstała dzięki ludziom takim jak Ty. Każdy zarejestrowany użytkownik ma możliwość uzupełniania informacji o filmie. Poniżej przedstawiamy listę autorów dla tego filmu:
Poproszę na dziś krótką recenzję jakiegoś filmu, którego niedawno obejrzeliście ( Nie M jak miłość tylko np kamienie na szaniec albo coś takiego) Daje naj !!
Ekranizacja książki Aleksandra Kamińskiego, "Kamienie na szaniec", w reżyserii Roberta jesteśmy inni - to często padający argument mający podkreślać, że wszystko co ma więcej niż dziesięć lat nie przystaje już do naszej wrażliwości i zalatuje "paździerzem". Każde zatem dzieło i zjawisko z przeszłości ulega obecnie maksymalnemu uwspółcześnianiu. A przecież skoro jesteśmy inni od tych, co byli, to ciekawe byłoby wiedzieć jacy byli nasi poprzednicy i dlaczego. I dlatego może lepiej zostawić im ich myślenie, niż na siłę narzucać Gliński przystępując do realizacji "Kamieni na szaniec" nie krył, że nie zamierza robić klasycznej ekranizacji. Zapowiadał, ze chce "odbrązowić pomniki" i zaproponować współczesne, filmowe spojrzenie na literacką opowieść. Jak powiedział, tak zrobił. Przygotował z nerwem opowiedziane nowoczesne kino, z bardzo dobrymi zdjęciami Pawła Edelmana i znakomicie prowadzonymi młodymi aktorami. Film ma atrakcyjną konstrukcję, koncentruje się na akcji, wyraziście punktuje najważniejsze momenty historii i umiejętnie balansuje emocjami. Jest też po dzisiejszemu brutalnie dosłowny (choćby w nader mocnej scenie torturowania "Rudego"). Nie da się jednak pozbyć wrażenia, że zakrojone na tak szeroką skalę przemodelowywanie opowiedzianej przez Kamińskiego historii na potrzeby współczesnego widza, wniosło w nią pewien nieznośny fałsz. Głównym bohaterem filmu Gliński uczynił młodość. Jest to jednak młodość bardzo dzisiejsza, z jej rozbiciem, brakiem punktów odniesienia, dylematami i rozedrganiem. Wygląda to tak, jakby reżyser przerzucił obecnych młodzieńców w rzeczywistość II wojny światowej. Rzecz jasna, pewnie łatwiej będzie uczniom gimnazjów i liceów (którzy przede wszystkim zapełnią widownię kin podczas organizowanych dla szkół seansów) odnaleźć siebie w filmowych bohaterach "Kamieni na szaniec". Ale nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistym myśleniem młodych ludzi tamtej epoki. Młodzi ludzie wychowani na innych wartościach, w innych okolicznościach, także w innych niż współczesne rodzinach musieli inaczej się zachowywać, myśleć i reagować (i co wiemy z wielu przekazów - inaczej się zachowywali, myśleli i reagowali). Być może dla dzisiejszego młodego widza ciekawa (nie tylko zabawna) byłaby konfrontacja siebie ze swoim rówieśnikiem z dawnych lat. Oczywiście, przy użyciu współczesnego sposobu narracji i gry aktorskiej. Niekoniecznie treści i też wrażenie, że to, czego najbardziej boją się dzisiejsi twórcy sięgający po repertuar z czasów, gdy pisało się "ku pokrzepieniu serc", to zawarty w tamtej literaturze dydaktyzm oraz czytelny przekaz. Jak ognia starają się unikać patosu oraz elementów, które mogą być powiązane z tradycyjnym pojmowaniem słowa "patriotyzm". Gliński odarł swój film całkowicie z warstwy edukacyjnej, czy - żeby użyć jeszcze jednego "starego" słowa - wychowawczej, stawiając na akcentowanie, albo nawet tworzenie dwuznaczności. Co ciekawe, najbardziej kontrowersyjne nie staje się to, co - jak sądzę - takim miało być w założeniu realizatorów filmu (czyli np. sceny seksu), ale właśnie obudowywanie tego, co najbardziej ludzkie, atmosferą artystycznej odwagi i radosnym poczuciem pójścia "wbrew".Film uruchamia dyskusję dwóch postaw wobec tak ekstremalnej sytuacji, jak wojna i okupacja: walki zbrojnej, za którą opowiada się "Zośka" oraz pracy nad sobą na rzecz przyszłości zamiast bezpośredniej konfrontacji z wrogiem, co woli "Rudy". Nie wznosi się on jednak ponad wspomniane dzisiejsze patrzenie na ten dylemat. Dużo lepiej dzieje się, gdy Gliński pozwala "ponieść" film młodości, jej nieracjonalności i odwadze wynikającej z braku pytań, jeszcze bezinteresownej przyjaźni i nieświadomości. Gdy spod warstwy strachu o "brąz" wyłania się pytanie: czy czasem w obliczu podobnych zdarzeń, dzisiejsi "inni" młodzi ludzie nie zachowali by się tak samo, jak "tamci"...Ocena 3/6Kamienie na szaniecdramat, Polskareż. Robert Glińskiwyst. Tomasz Ziętek, Marcel Sabat
Część obsady "Kamieni na szaniec" to aktorzy z Niemiec, a za efekty specjalne odpowiada Brytyjczyk od lat związany z Hollywood - zwrócili uwagę współproducenci filmu: Wojciech Pałys i
Reżyser Robert Gliński zdobył swój szaniec. Choć po drodze naraził się paru historykom i obrońcom moralności, "Kamienie" powinny trafić do celu. Są nim – jak przypuszczam – serca nastoletniej widowni. Adaptacja powieści Aleksandra Kamińskiego to nie tylko porządne kino gatunkowe, ale i udana próba przedstawienia dylematów członków Szarych Szeregów ich rówieśnikom z XXI wieku. Gliński zaczyna swą opowieść na pełnym gazie. Dosłownie. Podczas gdy Zośka (Sabat) usuwa hitlerowskie sztandary z murów Polskiej Akademii Nauk, Rudy (Ziętek) urządza zadymę na pokazie propagandowych kronik. Podwójne uderzenie pary spiskowców rozgrywa się w rytm muzyki Łukasza Targosza – wysokoenergetycznego gitarowego riffu nałożonego na podkład z tłustego basu i perkusji. Towarzyszy ona poczynaniom bohaterów tak długo, jak ich zabawa w wojnę obywa się bez rozlewu krwi. Kiedy jednak Rudy zostaje pojmany przez esesmanów, a jedna z akcji kończy się wymianą ognia, kompozytor zaczyna rozporządzać pięciolinią w bardziej konwencjonalny sposób. Rozbrzmiewające na ścieżce dźwiękowej łkające skrzypce i pianino zwiastują koniec niewinności. Harcerze zamieniają się w żołnierzy, chłopięca przygoda – w obowiązek, a oddanie idei wolnej Polski – w ofiarę. Pojawiają się kolejne wątpliwości. Ile można poświęcić dla Sprawy? Ile dla przyjaźni? Gdzie kończy się bohaterstwo, a zaczyna ślepy upór? Brzmi to wszystko bardzo podniośle, ale Glińskiemu udało się ominąć koleiny banału i bogoojczyźnianego zadęcia. Stało się tak w dużej mierze za sprawą młodych, jeszcze nieopatrzonych odtwórców głównych ról. Znakomicie wypadł zwłaszcza grający Rudego Tomasz Ziętek – przekonujący zarówno jako nieopierzony partyzant, lowelas, jak i obdarzona mesjańskim rysem ofiara brutalnych tortur. Sceny tych ostatnich nie mroziłyby krwi nawet w połowie, gdyby nie wcielający się w sadystycznego hitlerowca Wolfgang Boos. Jeśli Quentin Tarantino zacznie kiedyś odcinać kupony i nakręci sequel "Bękartów wojny", niemiecki aktor powinien dostać w nim angaż jako zausznik Hansa Landy. Tym większa szkoda, że w "Kamieniach na szaniec" równie interesujące nie są postaci kobiece. Napisane i zagrane według tradycyjnego polskiego klucza, pełnią w filmie czysto dekoracyjną funkcję. Mają szlochać, gdy ich mężczyźni wyruszają na wojenkę, i wyć, gdy wracają z niej na tarczy. Z pomocą nieocenionego operatora Pawła Edelmana reżyser inscenizuje emocjonujące sceny miejskich potyczek. Jest w nich nerw, szybka praca kamery i porządne efekty specjalne. Choreografia walk wypada wiarygodnie, detale nie giną w gorączkowym montażu, a delikatna korekcja barwna sprawia, że atmosfera filmu wydaje się jeszcze bardziej posępna. W polskim kinie, które nigdy nie cierpiało na nadmiar herosów, ekranowe Szare Szeregi jawią się niemal niczym Avengers. Jak strzelają, to całymi seriami. Jak giną, to w chwale. Jak kochają, to na zabój. Ich historia doskonale nadaje się do tego, by zbudować wokół niej popkulturowy mit. Nasi rodzice mieli czterech pancernych i Klossa. My możemy mieć Rudego, Zośkę i Alka. Zastępca redaktora naczelnego Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się",... przejdź do profilu72% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (493 głosy).Polskie filmy, jeżeli nie są komediami zazwyczaj traktują o wojnie. Wojnie patetycznej, pełnej bohaterów pozbawionych jakichkolwiek wątpliwości. Nie miałam najmniejszej ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 52%Nasze rodzime kino od zawsze słynęło z widowiskowych ekranizacji kultowych, powszechnie znanych powieści. Zarówno tych adresowanych do starszych, jak i nieco młodszych ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 68%
"Kamienie na Szaniec" - Recenzja „ Kamienie na szaniec ” – To tytuł filmu wyreżyserowanego przez Jana Łomnickiego, na motywach powieści Aleksandra Kamińskiego. Całość produkcji zakończono w 1977r. w studiu „Iluzjon”. Film opowiada o Filmowanie lektury szkolnej nie jest łatwe. Zwłaszcza, kiedy ma się pewność, że szkolne seanse zapewnią jako taki zwrot poniesionych nakładów. Ale "Kamienie na szaniec" nigdy nie były zwykłą książka formacyjna dla całych pokoleń Polaków, którzy choć formalnie wolni, w czasach komunizmu czuli na sobie obce jarzmo. I też chcieli coś zrobić, coś zmienić. Może dlatego wraz ze stanem wojennym tak chętnie powrócili do malowania sławnej kotwicy, symbolu Polski Walczącej. Takie kotwice malowali też bohaterowie małego sabotażu i członkowie tajnego harcerstwa - Szarych Szeregów. W role Rudego, Alka i Zośki wcielają się młodzi aktorzy, którzy sami przyznali, że chcieli swoich bohaterów uwspółcześnić. I udało im się to znakomicie. Są szczerzy, łobuzerscy, dopiero w przygnębiającej końcówce filmu zmuszeni są do wygłaszania patetycznych słabiej wypadły postaci rodziców i ich dziewczyn. Globisz, Stenka, Żmijewski plotą na ekranie niemożliwe banały, a dziewczyny wzdychają. Ducha prawdziwego wojska udało się oddać za to Wojciechowi Zielińskiemu. Paweł Edelman świetnie oddaje klimat wojennej Warszawy, a kiedy kręci sceny tortur Rudego, serce staje w gardle. Można się jedynie zastanawiać, czy gimnazjalistki wpatrując się w chmurną twarz przystojnego Marcela Sabata, filmowego Zośki, który dążył do odbicia swojego przyjaciela za cenę życia kolegów, zastanowią się nad kosztami akcji pod Arsenałem. oceny krytyków. Recenzje filmu Kamienie na szaniec (2014) - Trzech warszawskich maturzystów, Alek, Zośka i Rudy, planuje rozpocząć dorosłe życie. Ich plany burzy wybuch II wojny światowej.
Autorka: Małgorzata Steciak Robert Gliński, autor dokumentu o polskich homoseksualistach " nie poszedł w ślady Elżbiety Janickiej z PAN, która zasugerowała, że "Zośkę" i "Rudego" mogło łączyć romantyczne uczucie. Mimo to jego interpretacja "Kamieni na szaniec" wywołała poruszenie, zwłaszcza wśród prawicowych publicystów. Reżysera oskarżono o przeinaczenie faktów, film został skrytykowany przez środowiska harcerskie, nawet wnuk pisarza zarzucił twórcom, że ich obraz rażąco odbiega od literackiego pierwowzoru. Gliński podejmuje zaś ciekawą polemikę z tekstem Aleksandra Kamińskiego, wzbogacając powieść o pacyfistyczne przesłanie i nieco modyfikując jej zakończenie. Kamiński opisał swoich bohaterów jako "ludzi, którzy potrafią pięknie umierać i pięknie żyć"; Gliński tymczasem kwestionuje sens bohaterstwa, stara się pokazać, że nie ma nic pięknego w umieraniu na wojnie. Śmierć "Rudego" (bardzo dobry Tomasz Ziętek) poprzedzona jest kilkudniowymi torturami, ukazywanymi przez reżysera w serii zbliżeń katowanego ciała chłopaka. Zrozpaczony "Zośka" (Marcel Sabat) w obliczu klęski rozważa samobójstwo, a młodzi chłopcy, którzy jeszcze kilka scen wcześniej z łobuzerskim uśmiechem na ustach ściągali niemieckie flagi i wybijali szyby, giną od zabłąkanej kuli lub z powodu wadliwej broni. Gliński przekonująco wygrywa sprzeczności targające bohaterami. Młodzi ludzie, zawieszeni między dzieciństwem a dorosłością, starają się prowadzić zwyczajne życie – nawiązują przyjaźnie, wodzą okupanta za nos, poznają smak pierwszej miłości w świecie naznaczonym piętnem przemocy i wszechobecnej śmierci. O ile pierwsze sceny "Kamieni na szaniec" to klasyka kina patriotycznego o dzieciakach "bawiących się w wojnę", im bliżej finału, tym więcej znaków zapytania. Euforia, jaka towarzyszy chłopcom podczas przygotowań do (świetnie zainscenizowanej przez Glińskiego) akcji pod Arsenałem, szybko ustępuje rozczarowaniu i przerażeniu niewyszkolonych przecież harcerzy, korzystających z zacinającej się broni, umierających od przypadkowych strzałów. Autor "Cześć, Tereska" spogląda na członków legendarnych Szarych Szeregów z podziwem, ale nie wystawia "Zośce" i "Rudemu" pomników. Odwaga idzie w parze ze strachem, determinacja z młodzieńczą lekkomyślnością. Wielkie idee i patriotyzm przez wielkie "P" zyskują dzięki temu emocjonalny, ludzki wymiar. Istnieje cień szansy, że współcześni nastolatkowie odnajdą w kreacjach Sabata, Ziętka czy partnerujących im Magdaleny Koleśnik i Sandry Staniszewskiej własne odbicie. Szkolna lektura, przez niektórych dawno już zapomniana i kurząca się na półce, pod batutą Glińskiego zamienia się w poruszającą opowieść o złamanych przez wojnę życiorysach. To jak na polskie warunki świetne kino, choć niepozbawione sztampowych tropów dramatu patriotycznego.
Kamienie na szaniec? to historyczny film oparty na zdarzeniach rzeczywistych. Jego napięta akcja opowiada o losach trzech chłopców walczących w Szarych Szeregach przeciwko niemieckim żołnierzom. Całe wydarzanie rozgrywa się na terenie Warszawy i jej okolicach, w latach 1939-1943r. podczas okupacji Stolicy. Przeszłość jest modna. Lubujemy się ostatnio w stylizacjach na dwudziestolecie międzywojenne – wyzwolone, taneczne, liberalne i pijane. Ale wciąż boimy się nostalgii za czasami wojny. Ten obszar zarezerwowany jest dla konkretnych skojarzeń: cierpienia, bólu, wylanych łez, przelanej krwi, bohaterstwa, nieskazitelnej odwagi. Jeśli II wojnę światową obrosła jakaś mitologia, to tylko ta bogoojczyźniana, martyrologiczna. Zapewne dlatego polski żołnierz funkcjonuje w wyobraźni wielu jako święty – zawsze prawy, zawsze patriota, zawsze seksualnie czysty. Robert Gliński próbuje przeorać bombastyczne skojarzenia i osiąga sukces. Jego "Kamienie na szaniec" wyglądają nie tyle jak ekranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego, ile raczej jak adaptacja komiksów o dziarskich dzieciakach, małoletnich superbohaterach. Takim skojarzeniom sprzyjają dynamiczna muzyka Łukasza Targosza oraz bogata wizualna strona filmu, którą pomagają uchwycić sprawne zdjęcia Pawła Edelmana. Udaje się zarówno stylizacja kostiumów, na widok których współcześni hipsterzy i wyznawcy stylu indie zapieją z zazdrości, jak i fryzur. "Zośka" (magnetyzujący Marcel Sabat), "Rudy" (brawurowy Tomasz Ziętek) i "Alek" (Kamil Szeptycki) są tak wylansowani, jakby nie wybierali się na wojnę, tylko na imprezę w stylu retro. Miks współczesności i historii przynosi zadowalający efekt, chociaż okupiony jest uproszczeniami. Piękne stroje zawsze błyszczą i lśnią, piękne twarze są zawsze nieskalane. Mamy więc niezwykle rzadko podejmowaną w naszym kraju próbę przepracowania bolesnej historii poprzez popkulturowe na nią spojrzenie. Z drugiej jednak strony Glińskiemu bliska jest także tradycja realizmu, która ekstremum osiąga w scenach tortur "Rudego", niezwykle jak na polskie kino brutalnych. Nie do końca udało się pożenić te dwie odległe od siebie koncepcje, ale prawdziwą zmorą tego filmu są nieznośne klisze. Tragicznie wypada zwłaszcza rozpisany na zera i jedynki konflikt pokoleń, rozczarowują też postacie kobiet, które nie są tu pełnoprawnymi bohaterkami, tylko dodatkiem do męskiego świata. Żeby chociaż reżyser włożył kij w mrowisko i odniósł się do badań Elżbiety Janickiej, która zasugerowała, że "Zośkę" i "Rudego" mogło łączyć coś więcej niż przyjaźń. Ale nie. "Kamieniom" także towarzyszy charakterystyczna dla polskiego kina homoseksualna panika. Tak jakby bycie gejem w Szarych Szeregach odbierało prawo do bycia narodowym bohaterem. Ale paradoksalnie siła ekranizacji Glińskiego tkwi właśnie w podejściu do bohaterstwa. W filmie niewiele się o nim mówi, z rzadka pojawiają się też wyszukane frazy o miłości do ojczyzny czy o byciu patriotą. Reżyser już zebrał cięgi od dogmatycznych wyznawców powieści Kamińskiego, jednej z najbardziej mitotwórczych książek w historii polskiej literatury. Cieszy to, że twórcy zdecydowali się na jej własną interpretację, smuci, że w wielu miejscach pozostali zachowawczy, a kwestię oceny działań harcerzy pominęli. Mimo wszystko po stokroć wolałbym pamiętać z liceum wyjście do kina na "Kamienie" Glińskiego niż choćby "Przedwiośnie" Bajona. KAMIENIE NA SZANIEC| Polska 2014 | reżyseria: Robert Gliński | dystrybucja: Monolith | czas: 112 min Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
Reklama. To idzie młodość! Bohaterowie "Kamieni na szaniec" trafili na plakaty [ZDJĘCIA] 24 stycznia 2014, 13:08. W ekranizacji powieści Aleksandra Kamińskiego w rolach głównych zobaczymy debiutantów i mało znanych aktorów. Partnerują im gwiazdy polskiego kina: Danuta Stenka, Artur Żmijewski, Andrzej Chyra, Marian Dziędziel
{"id":"682011","linkUrl":"/film/Kamienie+na+szaniec-2014-682011","alt":"Kamienie na szaniec","imgUrl":" warszawskich maturzystów, Alek, Zośka i Rudy, planuje rozpocząć dorosłe życie. Ich plany burzy wybuch II wojny światowej. Więcej Mniej {"tv":"/film/Kamienie+na+szaniec-2014-682011/tv","cinema":"/film/Kamienie+na+szaniec-2014-682011/showtimes/_cityName_"} {"userName":"Muszynski","thumbnail":" butelki z benzyną i kamienie","link":"/reviews/recenzja-filmu-Kamienie+na+szaniec-15489","more":"Przeczytaj recenzję Filmwebu"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} "Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo". Oto dewiza, jaką w życiu kieruje się trzech młodych przyjaciół: Alek, Zośka i Rudy. Harcerze, maturzyści warszawskiego liceum snujący ambitne plany na przyszłość przerwane przez wrzesień 1939 roku. Wkraczają w dorosłość w niezwykle dramatycznych czasach, które stawiają ich przed wyborem –"Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo". Oto dewiza, jaką w życiu kieruje się trzech młodych przyjaciół: Alek, Zośka i Rudy. Harcerze, maturzyści warszawskiego liceum snujący ambitne plany na przyszłość przerwane przez wrzesień 1939 roku. Wkraczają w dorosłość w niezwykle dramatycznych czasach, które stawiają ich przed wyborem – przetrwać za wszelką cenę czy przyłączyć się do walczących o wolną Ojczyznę, ryzykując wszystko. Chłopcy, wychowani w patriotycznych domach, kształtowani przez harcerskie ideały, postanawiają walczyć. Stają się żołnierzami i choć codziennie ocierają się o śmierć, potrafią żyć pełnią życia. Walczą ofiarnie i z honorem. Odchodzą "jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec", zostawiając po sobie wielką lekcję przyjaźni, honoru i miłości do Ojczyzny. W rzeczywistości Ewald Lange oprawca "Rudego" zginął zastrzelony na rogu pl. Trzech Krzyży i ul. Wiejskiej a nie na klatce schodowej jak jest to ukazane w do filmu kręcono w Warszawie i Lublinie (Polska). Okres zdjęciowy trwał od 4 sierpnia do 3 października 2013 roku. Jeszcze przed premierą wywołał on sporo kontrowersji. Środowiska prawicowe bojkotowały oraz oskarżały go o "szarganie bohaterów". Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej utrzymuje, że film jest obraźliwy dla harcerzy. Gazety mocno rozdmuchiwały informacje o "seksie i kłamstwach", które prezentuje film. Gdzie seks? W tym filmie są jedynie dwie (!) ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 80%Nasze rodzime kino od zawsze słynęło z widowiskowych ekranizacji kultowych, powszechnie znanych powieści. Zarówno tych adresowanych do starszych, jak i nieco młodszych czytelników. Adaptacja utworu Aleksandra Kamińskiego była zatem tylko i wyłącznie kwestią czasu. Oczekiwania były ogromne, a miejscowe biblioteki nieustannie okupywane. Czy jednak ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 68% i nie tylko za to. Mógłbym to teraz wszystko wyliczyć, tylko po co?... Ci co przeczytali i zrozumieli książkę z pewnością wiedzą o co chodzi. BTW aktorzy tak dobrani, że przez pewien czas na początku filmu myślałem, mając w pamięci opis bohaterów z książki, że aktor grający Zośkę to jest ... więcej Pominę fakt, jak bardzo film odbiega od książki, bo to temat rzeka. Bardzo zabolała mnie jedna rzecz, a właściwie aż tak bardzo, że przemilczę resztę błędów filmu. Mianowicie mówię o ukazaniu bohaterów jako głupkowatych nastolatków rodem z dzisiejszego gimnazjum. Można mówić, że mieli prawo się ... więcej ... uderzyło mnie, że wepchnięto "na siłę" do fabuły dwie rozhisteryzowane dziewoje, które nijak się mają do postaci historycznych - Moni Trzcińskiej i Hali Glińskiej. Obejrzałam kilka filmów dokumentalnych, przeczytałam kilka książek i zastanawiam się, dlaczego te dziewczęta tak bardzo ... więcej Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę. Ten film jest nieporównywalnie lepszy od Miasta 44. Nie ma wymyślnych efektów specjalnych, ma świetny klimat, świetną muzykę. Gra aktorska mogła by być lepsza, ale to już nie ważne. Film dostaje 8/10 ode mnie, ponieważ kilka razy miałem mieszane uczucia. Nie obchodzi mnie zgodność z książką, dla mnie ... więcej
marysiaa_2 Maksymalnie ocena 4 - 5. Na więcej ten film nie zasługuje ze względu na małą zgodność z historią. To jest film w stylu „Mściciela” z Clintem Eastwoodem. Taki western z szybką, żwawą akcją, tyle tylko że to nie ma nic wspólnego z „Kamieniami na szaniec” i harcerstwem.
Zaczyna się od wideoklipu – piękni hipsterzy, z niegasnącymi łobuzerskimi uśmiechami ściągają niemieckie flagi, malują powstańcze kotwice i przywiązują pijanych Niemców do drzewa. Po fajrancie domówka, tańce na gestapowskiej swastyce, maślane oczy dziewcząt. Zabawa w wojnę. Nie przeszkadza mi ani ten popkulturowy obraz okupacji, ani stylizacja chłopaków z Szarych Szeregów. Jesteśmy zanurzeni w popkulturze – dlaczego polscy harcerze nie mają być seksi? I bawić się w wojnę, bo nagle, 1 września 1939 porządek tej części świata wywrócił się do góry nogami, a oni poczuli się dorośli i niezależni. I przez tę chwilę mogą sobie pozwolić na brawurę i bohaterstwo pisane wielka literą. Trochę za dużo w tej pierwszej części patetycznych zdań o byciu Polakiem, trochę za mało zniszczone ubrania chłopaków (patynowanie kostiumów to w Polsce wciąż niedoceniany zwyczaj), brakuje kilku "zwyczajnych" momentów – dlatego trudno potem uwierzyć w miłość Rudego (Tomasz Ziętek) i Moni (Magdalena Koleśnik), uwiera kilka klisz – jak łopatologicznie pokazany konflikt pokoleń. Ale potem Rudy otwiera oko, w którym przegląda się SS-man. I teledysk się kończy. Zaczyna się intymna wręcz rozgrywka między harcerzem, który ze ślicznego chłopca w stylu Jamesa Deana zamienia się w zmasakrowany strzęp człowieka, a niemieckimi specjalistami od wyciągania zeznań. Całą recenzję czytaj w portalu
Film. 1g. 47m. Wojenny, Dramat. 2014-03-07. Polska. Byli młodzi, spragnieni życia. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Pewnego dnia obudzili się w świecie, w którym nie było już miejsca na marzenia. Stanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie.
Film "Kamienie na szaniec" budzi niesmak nie dlatego, że odbrązawia legendę Rudego, Zośki i Szarych Szeregów. Jest to film po prostu źle wyreżyserowany i źle zagrany. Pokazując bohaterów jak lekkomyślnych smarkaczy, twórcy filmu robią weteranom Szarych Szeregów krzywdę. A przecież legenda ukazana w książce Aleksandra Kamińskiego powinna doczekać się zjawiskowej ekranizacji. Kamienie na szaniec - recenzja Polscy reżyserzy filmy historyczne robią chętnie, bo przychodzą na nie tłumami szkolne wycieczki, a z PISF-u łatwo wyciągnąć publiczne pieniądze. Niestety jakość produkcji schodzi na dalszy plan. Dokładnie tak jest z „Kamieniami na szaniec” reżysera Roberta Glińskiego. Jego dzieło "Kamienie na szaniec" przedstawia prawdziwe wydarzenia opisane w książce Aleksandra Kamińskiego. To piękna i bohaterska historia młodych chłopaków, żyjących w okupowanej przez Niemców Warszawie. W tym wypadku trzeba rozdzielić wzruszającą historię od po prostu źle wyreżyserowanego i źle zagranego filmu. Największym zarzutem jaki jeszcze przed premierą stawiano filmowi "Kamienie na szaniec" jest ukazanie pomnikowych w masowej świadomości żołnierzy z Szarych Szeregów jako autentycznych, czujących ludzi. W filmie chłopcy przyjaźnią się, kochają z dziewczynami, kłócą z rodzicami i są pełni wątpliwości, czy walczyć. Czy właśnie to ma budzić taki niesmak i być takim szokiem? Jest rok 2014 i kino już dawno uporało się np. w „Szeregowcu Ryanie” lub „Full Metal Jacket” ze zmitologizowanymi postaciami nieustraszonych żołnierzy. Dlatego odbrązowienie Zośki, Rudego i Alka może wydawać się czymś przełomowym i kontrowersyjnym jedynie dla kogoś, kto do tej pory oglądał tylko „Czas Honoru”. Odbrązowienie postaci z Szarych Szeregów jest zresztą dobrym pomysłem i miało być kluczem do całego filmu. Ale film "Kamienie na szaniec" zamiast w naturalny sposób pokazać ich ludzkie oblicze, wkłada na postacie sztuczne maski patosu. Wygląda to tak jakby reżyser starał się na siłę przekonać widza jak ludzcy są bohaterowie, ale robi to tak nachalnie, że efekt jest odwrotny. Aktorzy, którzy w założeniu mieli wcielić się w inteligentną, dowcipną młodzież, odgrywają swoje role w sposób tak wzniosły i wypowiadają swoje kwestie z taką pompatycznością, że widz podczas seansu "Kamieni na szaniec" robi się czerwony z zażenowania. (Zresztą starsi aktorzy wcale nie są lepsi). Może jednak aktorzy nie wypadaliby tak źle, gdyby dialogi, które mają wypowiadać nie były skonstruowane na zasadzie jednostronnych deklamacji. Wiele scen w filmie "Kamienie na szaniec" to jakby krótkie scenki rodzajowe, gdzie reżyser starał się zarysować dylematy moralne bohaterów: relacje z rodzicami, z kobietami, kolegami. Najgorsze wrażenie robią sceny rozmowy ojca Rudego z synem na Pawiaku: „Jestem z ciebie dumny synu” lub próba popełnienia samobójstwa przez Zośkę, kiedy jego dziewczyna mówi do niego: „Najpierw strzel do mnie”. Praktycznie z każdej ze scen można zresztą wyciągnąć dość pospolity morał, ale wielość wątków w "Kamieniach na szaniec" sprawia, że są one zbyt rozstrzelone, powielają schematy i sprawiają, że to co oglądamy na ekranie jest zwyczajnie płytkie. Kolejnym problemem "Kamieni na szaniec" jest ukazanie wojny. Okupacji widać niewiele. Po pierwsze mało jest samej Warszawy: miasta, oprócz dobrze zrobionej i dynamicznej akcji pod Arsenałem nagrywanej w Lublinie, prawie nie widać (nie chodzi o ukazanie przedwojennej Warszawy jak w "Pianiście", ale przynajmniej kilku szerszych kadrów ulic). Większość scen "Kamieni na szaniec" dzieje się w budynkach lub zamkniętych kadrach pokazujących jedną witrynę sklepową lub kawałek ulicy. W związku z tym, że akcja dzieje się w bezpiecznych wnętrzach, stolica nie wydaje się być terroryzowana nazistowskimi oddziałami. Groza wojny pokazana jest tylko podczas rozstrzelania warszawiaków oraz podczas bestialskich tortur Janka Bytnara. W innych momentach wydaje się, że naziści tylko czekają na polskich chłopaków, żeby ci ich zbili, zabrali broń lub okradli z ubrań. Zagrożenie w "Kamieniach na szaniec" lekceważą też chłopcy z Szarych Szeregów. Chodzą z bronią po ulicach, a Zośka w porywie emocji szarżuje samochodem pod bramę siedziby gestapo na ul. Szucha. Za takie wybryki się wtedy po prostu ginęło. Sam reżyser przyznaje, że to tylko wymyślona fabuła, ale pokazując bohaterów jak lekkomyślnych smarkaczy, robi weteranom Szarych Szeregów krzywdę. Zresztą chyba nie bez powodu swoje poparcie dla filmu wycofał po przeczytaniu scenariusza, właściciel praw do „Kamieni na szaniec” dr Wojciech Feleszko, wnuk Aleksandra Kamińskiego. Tylko, że ani kiepska jakość "Kamieni na szaniec", ani położenie akcentu na akcji, a nie na prawdzie nie mają takiego znaczenia. Wycieczki szkolne i tak kupią w kasie bilety. Chcesz mieć najlepsze artykuły w jednym miejscu? Polub Newsweeka na Facebooku! Jesteśmy też na Twitterze! Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Ostatnio przeczytałam opowieść - dokument "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. Autor nadał taki tytuł książce na prośbę Zośki, ponieważ została napisana na podstawie jego pamiętnika. Utwór ten to dokument, ponieważ nie ma w nim fikcji literackiej, są rzeczywiste wydarzenia i autentyczne postacie, jak również Zadanie zα¢zαяσωαηηαNapisz recenzję filmu "Kamienie na szaniec" Tylko proszę o pracę dłuższą niż kilka zdań :) Oraz wręcz błagam o nie kopiowanie mi tu tekstów ze ściągi itp., juz dawno je wszystkie odwiedziłam... Z góry dziękuje :) lubiefretki Film bardzo różnił się od książki- zostało wprowadzonych wiele wątków, o których nie było mowy w dziele pana Kamińskiego, i szczerze mówiąc wątpię, czy miały miejsce naprawdę. Główne postaci też wyobrażałam sobie inaczej (nie tylko wyobrażałam, bo przecież widziałam ich autentyczne zdjęcia)- uważam, że filmowy Rudy i Zośka powinni zamienić się rolami. Aktor grający Rudego oddał jednak idealnie ból chłopaka, podczas katowania przez Niemców. Wiele osób twierdzi, że film jest zbyt brutalny. Reżyser mówi, że w XXI wieku, w dobie komputerów, telefonów komórkowych, bardzo brutalnych gier komputerowych, film nakręcony w tradycyjny sposób nie trafiłby tak do młodego widza. Pojawiły się też opinie, że ekranizacja jest zbyt współczesna, że w tamtych czasach chłopcy się tak nie zachowywali. Co ciekawe, najgłośniej protestowali Ci, którzy filmu w ogóle nie widzieli. Przeciwnicy twierdzili też, że nie jest zgodny z książką, podczas gdy on z założenia nie miał być adaptacją . Reżyser i scenarzyści wprowadzili też sceny nieistniejące w książce, jak np. brawurowy pościg Zośki samochodem za więźniarką przewożącą Rudego. W warunkach okupacyjnych taki rajd z Pawiaka do siedziby gestapo w al. Szucha był niemożliwy. Pomimo wszelkich odstęp od książki, myślę, że film zdecydowanie warto zobaczyć. Twórcy zadbali, by oprócz wzruszających scen, w czasie których ciężko powstrzymać się od łez znalazły się również sceny zabawne, humorystyczne. Nadal jednak uważam, że jakkolwiek nie byłby zrobiony, nie odda tak doskonale tego, co zawarte jest w książce. o 17:14
Napisz rozprawkę, w której rozważysz wpływ trudnych doświadczeń na życie bohaterów wybranej lektury obowiązkowej oraz innego utworu literackiego; Kamienie na szaniec - motywy literackie; Z przyjacielem łatwiej pokonywać trudności. Napisz rozprawkę, w której rozważysz trafność tego stwierdzenia.

Scenariusz zaś został napisany przez Jana Stefana Stawińskiego."Kamienie na szaniec" można zaliczyć do filmów historycznych opowiadających o losach młodych ludzi w czasie wojny. Opiera się on bowiem na faktach z życia owych trzech młodych panów, którzy jako harcerze z Szarych Szeregów podjęli się walki z okupantem na terenie

Szanowni Uczniowie, Zapraszam Was serdecznie na dyskusję na temat adaptacji filmowej powieści "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. Nasza szkoła zawsze kładzie duży nacisk na edukację historyczną, a ta powieść stanowi jedno z najważniejszych dzieł literatury polskiej, opisujące okupację niemiecką i walkę młodego pokolenia o wolność. Chcemy książki na podstawie filmu "Kamienie na szaniec". 131 likes. Jesteśmy wśród 43% widzów chcących książki na podstawie filmu "Kamienie na szaniec"! Dlaczego rQJwWI.